O zabawkach dla dzieci

Film z cyklu  „14 bajek  z królestwa Lailonii Leszka Kołakowskiego”  wg przypowieści filozoficznych ze zbioru  „Bajki z królestwa Lailonii dla dużych i małych”

W królestwie Lailonii żyje kupiec Pigu. Ma córkę Memi. Kupcowi Pigu dobrze się powodzi, a ponieważ ulubioną rozrywką w jego kraju jest dziurawienie globusów, Pigu przywozi z każdej podróży córce Memi globusy.

Po powrocie z kolejnej wyprawy kupieckiej, Pigu dowiaduje się, że podczas jego nieobecności Memi zamówiła globus wielkości kuli ziemskiej. Pigu natychmiast przelicza, ile będzie kosztował go kaprys córki i pod pretekstem złego wykonania, odsyła globus do sklepu. Memi wpada w histerię, a ponieważ Pigu jest bardzo wrażliwy na łzy córki, podsuwa jej pomysł, aby zamiast globusa, podziurawiła kulę ziemską. Memi wsiada do samolotu i bawiąc się doskonale, dziurawi ziemię. W dziurach giną słynne budowle, zapadają się domy mieszkalne i biurowce. Rozdzwaniają się telefony z pytaniami, kto niszczy kulę ziemską. Poszkodowane państwa żądają wysokich odszkodowań. Pigu, który nie ma czym zapłacić za szkody spowodowane zabawą Memi, trafia do więzienia. Siedząc samotnie w celi dochodzi do wniosku, że nie należy szczędzić pieniędzy na zabawki dla dzieci.

O ZABAWKACH DLA DZIECI (OF CHILDREN’S TOYS)
Reżyseria, plastyka: Hieronim Neumann
Scenariusz, dialogi: Jan Zamojski
Layouty: Maciej Matecki
Animacja: Maciej Matecki, Janusz Gałązkowski, Ewa Rodewald, Agnieszka Szcześniak, Elżbieta Kandziora, Waldemar Szajkowski
Muzyka, wykonanie: Krzesimir Dębski
W nagraniu dialogów udział wzięli: Narrator-Zbigniew Zapasiewicz, Memi-Ewa Złotowska, Pigu-Marek Frąckowiak
Operator obrazu: Zbigniew Kotecki, Jadwiga Zauder
Montaż obrazu: Teresa Miziołek
Dźwięk: Wiesław Nowak
Asystent reżysera: Maciej Matecki
Kierownik produkcji: Ewa Samborska
Kierownik artystyczny serii: Maciej Wojtyszko
Redaktor, TVSFA: Anna M. Zaremba
Redaktor, TVP SA: Krystyna Chojnacka
Produkcja: Telewizja Polska S.A. – Telewizyjne Studio Filmów Animowanych, Poznań
Dystrybucja: Telewizja Polska S.A.

Film w technice animacji klasycznej wykonanej na celuloidach, 35 mm, kolor, 408 m/e, 14:55 min., data produkcji: 19.03.1999; (C) TVP SA – TV SFA 1999

Premiera: 26 kwiecień 1999 r. Międzynarodowy Festiwal Filmów dla Dzieci „Ale Kino!” w Poznaniu

Nagrody:

NOMINACJA ‘PHILIP AWARD’, dla Krzesimira Dębskiego w kategorii – najlepsza muzyka oryginalna w filmie animowanym innej produkcji, TP SA Music & Film Festival, Warszawa / 2000
DYPLOM HONOROWY za pracę i pomoc, ciepło i życzliwość w realizowaniu zadań Fundacji, Fundacja ‘Akademia Promocji’, Warszawa / 2000
NAGRODA MARCIN dla najlepszego filmu: Film zachwycił swoim groteskowym obrazem współczesności, oryginalnym pomysłem ukazania codziennych zajęć mieszkańców Lailonii, którzy do złudzenia przypominają mieszkańców Ziemi, Krajowe Jury Dziecięce, 17 Międzynarodowy Festiwal Filmów dla Dzieci, Ale kino!, Poznań / 1999
DYPLOM ZA REŻYSERIĘ, International Festival of Animated Films for Children – Biennial of Animation BAB’99, Bratislava / 1999

OPOWIADANIE O ZABAWKACH DLA DZIECI
/ film O ZABAWKACH DLA DZIECI,
czyli o tym, że nawet z miłości nie należy mylić fikcji z rzeczywistością.
Esej – Jan Zamojski

Pisarz rosyjski i amerykański Władimir Nabokov apelował do rodziców, by rozpieszczali swoje dzieci, bo nigdy nie wiadomo, co je jeszcze w życiu czeka. Pogląd ten, jak się zdaje, zwyciężył i jest dzisiaj powszechnie podzielany. Przyznać muszę, że nie wiem, czy Leszek Kołakowski go znał, choć jest to wysoce prawdopodobne. Niezależnie jednak od tego faktem jest, że gdy pogląd ten nie był jeszcze tak modny (choć już wszystko zmierzało ku temu), Leszek Kołakowski wzbogacił to zagadnienie swym Opowiadaniem o zabawkach dla dzieci. Do niewiadomej przyszłości dzieci, o której mówił Nabokov, poprzez kolejną bajkę z Lailonii dołączył kwestię, która umknęła znakomitemu dwujęzycznemu pisarzowi (i nie tylko jemu): a co jeszcze w życiu czeka rozpieszczających rodziców? Jeśli wierzyć filozofowi, tym razem – raczej wiadomo, i nie jest to nic przyjemnego, przynajmniej w Lailonii.
W ten sposób rysuje nam się pierwszy i najbardziej widoczny aspekt Opowiadania o zabawkach dla dzieci (jak i filmu pod nieco krótszym tytułem), aspekt pedagogiczny. A ściślej rzecz biorąc, jeśli chcemy zbliżyć się chociaż trochę do ducha tego utworu, dwa aspekty: koregogiczny (kore to po grecku dziewczyna, w końcu Memi to dziewczyna, a nie chłopiec, pojęcie sam wymyśliłem) i andragogiczny (a więc odnoszący się do wychowania ludzi dorosłych, a kupiec Pigu jest bardzo dorosły; pojęcie funkcjonuje w nauce). Do spraw semantycznych, czyli dotyczących znaczeń jeszcze wrócimy.
Pigu z całą pewnością nie miał dla Memi czasu; zajęty zarabianiem pieniędzy usiłował uspokoić sumienie, obdarowując ją coraz droższymi prezentami. Czy jednak gotów był spełnić każdą jej zachciankę? Też nie. Kosztowałoby go to zbyt wiele, a gdyby się zadłużył, nie mógłby już obsypywać swojej córki prezentami; przypuszczać należy, że wówczas na jednej awanturze by się nie skończyło.
W gruncie rzeczy, poprzez własne zaniedbania wychowawcze (jak i może, nie bądźmy dla Pigu za surowi, przez jakieś nieszczęście, nic bowiem nie wiemy o mamie Memi, która też mogłaby się przyłożyć do wychowania córki) Pigu postawił się w sytuacji bez wyjścia: kupując globus naturalnej wielkości, zadłużyłby się i naraził w efekcie Memi (kto wie, jaka i jak droga byłaby jej kolejna zachcianka), nie kupując – jedynie naraził, ale pewnie tracąc nerwy i zdrowie z powodu jej szlochów, podsuwając zaś Memi kulę ziemską, w efekcie skazywał się i na długi i jeszcze na więzienie. Chcąc uniknąć bankructwa, które spotkałoby go w pierwszym przypadku, tak naprawdę – przyspieszył je. Mało tego, jak się zdaje, ze swej sytuacji nie wyciągnął żadnych wniosków, bo siedzi teraz w więzieniu i myśli, że nie należy skąpić pieniędzy na zabawki dla dzieci, co wprost oznacza, że trzeba było jednak kupić ten zamówiony przez Memi globus naturalnej wielkości.
To wszystko są sprawy bardzo łatwe do wyprowadzenia i z bajki i z filmu. Pozostaje pytanie: dlaczego Pigu, który nie był przecież głupi, postąpił tak a nie inaczej? Na co liczył?
I tu powróćmy do semantyki.
Wiem z doświadczenia, jak bardzo czytelników i widzów śmieszą znaczenia imion Pigu i Memi; wydaje nam się absurdalne, że ledwie dwusylabowe wyrazy mogą mieć desygnaty (to jest – rzeczywiste odpowiedniki) tak skomplikowane. Co prawda, są to określenia z języka starolailońskiego, mamy jednak powody, by sądzić, że w języku nowolailońskim wygląda to jeszcze gorzej.
W dodatku Lailończycy i Babilończycy zachowują się tam w sposób, który dziś moglibyśmy nazwać gorączką konsumpcji: kupują rzeczy do niczego nieprzydatne, byle by tylko zgromadzić ich jak najwięcej.
Zdaje się, że cechą takich społeczności jest właśnie znajdowanie pojęć dla odpowiedników, które są możliwie największą i najbardziej dziwną sumą cech szczegółowych, lecz nie abstrakcją.
Słyszałem kiedyś prześmiewczą piosenkę pewnego zespołu, o tym, jak to ktoś kupił „czarny ciągnik, by wozić ją”. Zaciekawiło mnie, co to jest. Okazało się, że jest to coś, na co składają się (może nie pamiętam zbyt dokładnie, lecz o to chodziło): alufelgi, szyberdach, klima i wiele jeszcze innych rzeczy, to np., że czarny ciągnik ma niezłego kopa. Ani razu nie padło słowo – samochód.
Zagadnienia związane z językiem zajmują w filozofii bardzo wiele miejsca. Gdyby szukać ich w twórczości Leszka Kołakowskiego, pewnie najbardziej obecne byłyby w jego książce Filozofia pozytywistyczna (od Hume’a do Koła Wiedeńskiego). Wymagają one większego skupienia, więc zwróćmy chociaż uwagę na słynne i przytaczane tam przez autora twierdzenie filozofa związanego z tym nurtem – Ludwiga Wittgensteina: granice mojego języka są granicami mojego świata.
Świat Pigu byłby więc sumą grzebieni do czesania wielbłądów, małych różowych słoni bez ucha, przyrządów do dziurawienia globusów itp., itd. Tam, gdzie zaczynano by mówić bardziej abstrakcyjnie, choćby o globusie naturalnej wielkości, świat Pigu kończyłby się.
Ale to pół biedy. W dodatku, ten świat niewiele ma wspólnego z rzeczywistością (dziś pewnie powiedzielibyśmy, że jest wirtualny), a w związku z tym kupiec Pigu ma kłopoty z kryterium prawdy. Na przykład – kulę ziemską nazywa prawdziwym globusem. Stając na gruncie łaciny i semantycznie rzecz biorąc, musimy w interesującym nas tutaj kontekście stwierdzić, że globus to dosłownie kula, jak i (globus terrae) – kula ziemska, lecz również jej model. A w świecie Pigu odpowiedniki pojęć, choć niezwykle złożone i skomplikowane, były przecież bardzo konkretne, pojedyncze. Tu zaś mamy do czynienia z sytuacją, gdy jedno pojęcie ma trzy odpowiedniki (a tak naprawdę słowo „globus” ma ich znacznie więcej, np. globus hystericus, którego, zdaje się, bliska była Memi po początkowej odmowie taty). Albo więc problem ten przekroczył granice świata kupca Pigu i pomieszało mu się z tym globusem w głowie, albo, co wydaje się prawdopodobniejsze, liczył na to, że skoro kula ziemska to też globus, to nikt nie będzie mieć pretensji; jak wiadomo, do dziurawienia służą przecież właśnie globusy. Postępowanie Memi, które jest efektem takiego właśnie podejścia Pigu, choć w lailońskim porządku logiczne, dla nas jednak zdaje się nie mieć sensu.
I tak trzymać. Lepiej się trzymać humanistycznego pojęcia sensu. Wówczas jasne staje się, że niszczenia modeli czy falsyfikatów nie da się bezkarnie przenieść na oryginał.
Tyle kłopotów z globusem, a co by było z prawdą, miłością czy szczęściem

PS. Nie muszę dodawać, że jeśli Wittgenstein ma rację, to również dla wszystkich, którzy w tej sprawie coś napisali lub powiedzieli: Mistrza Kołakowskiego, reżysera filmu Hieronima Neumanna, Pigu, Memi, (mnie także) granice ich języka są granicami ich świata. Wynika więc z tego z największą chyba mocą, że sprawy związane z tą bajką mogą się mieć zupełnie inaczej niż mogli to Państwo przeczytać, zobaczyć lub usłyszeć.

© 2010 ANIMAFILM & Jan Zamojski
Wszystkie prawa do esejów Jana Zamojskiego zastrzeżone
przez Fundację Sztuki i Edukacji Filmowej ANIMAFILM oraz Autora
Kopiowanie i wykorzystywanie bez zgody ww. nie jest dozwolone